• Wnętrze kościoła
    Wnętrze kościoła

    Ołtarz główny i boczne

  • Kościół z zewnątrz
    Kościół z zewnątrz

    Widok od strony zachodniej

  • Dożynki
    Dożynki

    Dożynki parafialne

  • Boże Ciało
    Boże Ciało

    Boże Ciało

Obraz z kamery - na żywo 24h

Znajdź nas na Facebooku

Nasza Szkoła - ZSP Pawłów

Diecezjalne Radio DOXA.FM

Gość Opolski

Projekt: faceBóg

Z życia Kościoła i Diecezji

 

 

Nasza Wiara

Akcja JEDEN Z NAS

Portal WIARA.PL

Diecezjalna Fundacja Ochrony Życia




 

Weź się uśmiechnij

źródło: usmiechnijsie.deon.pl



Warto przeczytać

Do lektury "Gościa Niedzielnego" zachęca:

ks. Marek Gancarczyk - redaktor naczelny

W kinie i w sklepie

Na filmie „Botoks” nie byłem i zapewne na niego nie pójdę.

Opieram się na opinii Andrzeja Grajewskiego, który pisze o nim na ss. 66–67. Dzieło Patryka Vegi, jak to zwykle u niego, jest brutalne, wulgarne, z przerysowanymi postaciami i artystycznie nie najlepsze. Ale to obraz bardzo ważny. Bo bez znieczulenia pokazuje, na czym polega aborcja. Do tej pory chyba nikt w tak jednoznaczny sposób tego nie zrobił. Na film poszło już ponad milion osób, w większości zapewne młodych, a to nie koniec dobrych dla reżysera statystyk. Muszę przyznać, że zanim redakcyjny kolega nie wskazał mi głównego przesłania filmu, który ma zdecydowanie prolajferski wydźwięk, nie rozumiałem, skąd bierze się niechęć wielu lewicowych komentatorów do tego dzieła. Co rusz w sieci natrafiałem na zaskakujące informacje, że podobno wielu aktorów odmówiło udziału w produkcji. Że film jest słaby i najlepiej pominąć go milczeniem.

W najbardziej znamienny sposób skomentowała „Botoks” Karolina Korwin-Piotrowska. W stanie krańcowego wzburzenia poucza aktorów, którzy zagrali w filmie, że powinni odciąć się od treści dzieła. Niech złożą stosowną samokrytykę. Aż przecierałem oczy ze zdumienia. Ileż to razy słyszałem, że aktor jest człowiekiem do wynajęcia i wcale nie musi się identyfikować z rolą czy wymową całego dzieła. Czy Korwin-Piotrowska zażądała od artystów występujących w „Klątwie”, by odcięli się od wymowy przedstawienia? Nie zauważyłem, ale już udział w „Botoksie”, wyraźnie prolajferskim dziele, jest jej zdaniem grzechem ciężkim i bez publicznej spowiedzi się nie obejdzie. Pisze do artystów tak: „Nie dodawajcie, błagam, do robienia medialnej kariery i zarabiania pieniędzy – czy to w filmie wybitnym, czy robionym z poziomu toi-toia – ideologii. Nie opowiadajcie banałów o człowieczeństwie albo o tym, że jesteście do wynajęcia i że aktor musi grać”. Po raz kolejny okazało się, że powszechnie głoszona zasada wolności artystycznej ma jednak granice. Artysta może wszystko, pod warunkiem, że będzie pro choice. Nikt by się nie czepiał aktorów, którzy wystąpili w „Botoksie”, gdyby wymowa dzieła była inna. Przewiduję, że niektórzy artyści ulegną presji i złożą samokrytykę. Zastanawiam się tylko nad rodzajem pokuty, jaka zostanie im nałożona. Może będzie to aktywny udział w kolejnych czarnych marszach, gdyby takie miały się odbyć.

A teraz jeszcze parę zdań o ludziach godnych wielkiej pochwały. Po miesiącach dyskusji rząd wreszcie zdecydował, że od przyszłego roku sklepy wielkopowierzchniowe będą zamykane w co drugą niedzielę. Regulacja, jeżeli ostatecznie wejdzie w życie, nie będzie oczywiście dotyczyć małych sklepów. Te będą mogły funkcjonować bez przeszkód prawnych na dotychczasowych zasadach. Nie jest tajemnicą, że nie wszyscy handlowcy ulegają pokusie zarabiania w niedzielę. W tekście Agaty Puścikowskiej pokazujemy kilku handlowców, którzy od lat stosują się do zasady „W dni święte zamknięte”. Żałuję, że ze zrozumiałych względów nie możemy napisać o wszystkich. Sam znam takich, którzy w niedziele nigdy nie otwierają swojego sklepu. Jedno mogę zrobić – zachęcić do robienia zakupów w takich miejscach.

Czytaj na: www.gosc.pl

 

TABLICZKA SUMIENIA

Franciszek Kucharczak

Komu szkodzi modlitwa

Modlitwa nie przynosi skutków tylko tam, gdzie jej nie ma.

Takie rzeczy to chyba tylko w Polsce. Opasać liczącą tysiące kilometrów granicę łańcuchem ludzi modlących się na różańcu – na to trzeba miliona ludzi! No i był milion. A i więcej było (zwłaszcza, że nie tylko na granicach się modlono). Nie bez powodu rzecznik Konferencji Episkopatu Polski ks. Paweł Rytel-Andrianik nazwał Różaniec do Granic największym wydarzeniem modlitewnym w Europie po Światowych Dniach Młodzieży w 2016 r.

Modlono się o pokój dla Polski i całego świata w duchu orędzia Maryi z Fatimy. Tak potężna modlitwa o pokój musiała gdzieniegdzie wzbudzić niepokój. Internetowy portal BBC nazwał akcję Różaniec do Granic „kontrowersyjnym dniem modlitwy przy granicach”. A co w tym kontrowersyjnego? Ano, oficjalnie niby nic, ale gdy ludzie stoją z różańcami na granicach, to kto wie – może zechcą je przekroczyć, roznosząc te różańce po świecie? A może przeciwnie – zechcą blokować granicę, utrudniając wjazd ludziom światłym, zdążającym na manifestacje w obronie rozmaitych równości i innych słuszności?

Rzecz jasna nie tylko zagranica poczuła się zaniepokojona. Joanna Schmidt, posłanka Nowoczesnej, stwierdziła w poselskiej interpelacji: „Według mojej oceny już sam fakt modlitwy »przeciwko komuś« wskazuje raczej na polityczny niż ekumeniczno-religijny charakter akcji”. Skąd posłanka wie, że to było przeciw komuś? No, tego nie wiadomo.

Podobnie rozumowała feministka Magdalena Środa: „To ochrona przed obcymi, bo czymże innym” – domyślała się na Facebooku.

I tu akurat pani Środa trafiła w sedno. Diabeł i jego aniołowie to obcy, którym bez ochrony nie dalibyśmy rady. I powiedzmy sobie jasno – aniołowie piekieł to są dla chrześcijan jedyni prawdziwie obcy i jedyni prawdziwi nieprzyjaciele. A że Maryja ma w kwestii ochrony nas przed nimi rolę szczególną, wiemy już z księgi Rodzaju z ust samego Boga, który nieprzyjaźń między diabłem a Niewiastą i jej potomstwem wręcz zadekretował (Rdz 3,15).

W pewnych środowiskach powstała obawa, że Różaniec do Granic był wymierzony w uchodźców. Ale jak niby miałoby się to stać? Przecież modlimy się do Boga – w tym wypadku przez wstawiennictwo Maryi. Jeśli więc nawet ktoś z modlących się miałby niewłaściwe intencje, to gdzie jak nie na modlitwie mogłyby one zostać skorygowane? Kto nas skuteczniej przekona niż Bóg, i kiedy, jeśli nie na modlitwie?

Poseł Maciej Kierwiński z PO wyraził w telewizyjnej dyskusji niesmak, że w Różaniec włączyli się ludzie, którzy na co dzień, jego zdaniem, nie zachowują się właściwie. No ale czy to właśnie nie jest wspaniałe? Jeśli wytrwają na modlitwie, będą się zachowywać właściwie – bo uznają, że Bóg jest naszym Panem, ludzie braćmi, a jedynym prawdziwym nieprzyjacielem diabeł.

I niech się tak stanie.

Czarna klapa

W rocznicę „czarnego poniedziałku” środowiska „postępu” zorganizowały „czarny wtorek” – powtórkę zeszłorocznej proaborcyjnej histerii. Wyszła z tego kompletna klapa. W wielu miejscach czarno ubrani ludzie z megafonami stali otoczeni zaledwie kilkoma osobami. W Warszawie udało się zebrać nieco więcej „żałobników”. Uczestnicy przebrzmiałego „czarnego protestu” zbierali podpisy pod (niekonstytucyjnym) projektem „Ratujmy kobiety”, przewidującym możliwość zabijania dzieci praktycznie bez skrępowania. Warto zauważyć, że w projekcie ustawy są oprócz tego takie ciekawostki, jak… zakaz „umieszczania treści i organizowania zgromadzeń przeciwnych przepisom niniejszej ustawy w odległości mniejszej niż 100 metrów od podmiotów leczniczych, w szczególności szpitali ginekologicznych i położniczych” (podobny zapis w kanadyjskim prawie spowodował wielokrotne uwięzienie Mary Wagner). W projekcie przewiduje się też seksedukację (rzecz jasna w wydaniu deprawacyjnym) od zerówki, „edukację równościową” i wiele innych podobnych pomysłów. Czy osoby, które podjęły „kroki bezrefleksyjne” i podpisały tę listę, rzeczywiście tak chciałyby ratować kobiety? 

Nowa wrażliwość

Polityk Nowoczesnej Paweł Rabiej w programie TVP1 „Warto rozmawiać”, zwrócił się do Kai Godek (matki dziecka z zespołem Downa) z taką radą: „Jak ktoś nie chce dokonywać aborcji, czyli w pani języku – zabijać dzieci, to nie musi tego robić”. – A jak chce zabijać? – zapytała Kaja Godek. – To niech to zrobi. To jego wybór – padła odpowiedź. Komentarz zbędny.

Czytaj na: www.gosc.pl

 

O. Dariusz Kowalczyk SJ

Prawą prosimy, lewą otrzymujemy

Szatan bardzo boi się Maryi i Jej Różańca.

Są tacy, którzy wciąż uważają, że to takie klepanie paciorków, dobre dla starszych pań, które nie mają nic innego do roboty. Ale coraz więcej ludzi, w tym młodych, odkrywa modlitwę różańcową. „Różaniec jest moją tarczą” – stwierdził Cezary Pazura. „Mam broń i nie zawaham się jej użyć” – grozi nieprzyjacielowi człowieka Robert „Litza” Friedrich. Wojciech Cejrowski na pytanie, co robi w różnych trudnych sytuacjach, których nie brakuje na przykład podczas wędrówek po dżungli, odpowiada: „Jadę na Różańcu”. Z różańcem nie rozstawali się dwaj najwięksi Polacy naszych czasów: Stefan kardynał Wyszyński i Jan Paweł II. Z drugiej strony egzorcyści powiadają, że szatan bardzo boi się Maryi i Jej Różańca. Wygląda na to, że diabeł przestraszył się modlitewnej inicjatywy Różaniec do Granic i sprawił, że w wielu lewicowo-liberalnych mediach zabulgotało od oszczerczych ataków na tę wielką wspólną modlitwę. „Newsweek” rozdarł szaty, bo czymś okropnym wydał mu się fakt, że w Różańcu do Granic wezmą udział także dzieci. „Wystawianie do akcji dzieci. I to przez samych rodziców, którzy są pomysłodawcami ustawiania najmłodszych z różańcami w dłoniach wzdłuż granicy Westerplatte” – załkał organ prasowy redaktora Lisa. Wielu ludzi odmawia Różaniec codziennie. Przynajmniej jedną dziesiątkę albo jedną z czterech części. Są też tacy, którzy odmawiają cały Różaniec, tj. wszystkie części, codziennie. Mam znajomych, którzy regularnie podejmują się odmawiania Nowenny Pompejańskiej, która polega na codziennym odmawianiu całego Różańca przez 54 dni z dodaniem krótkich modlitw. Inni klasyczny Różaniec odmawiają rzadko, ale za to codziennie recytują Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Pewna znajoma Włoszka, która ma szczególne kontakty ze świętą Faustyną Kowalską, twierdzi, że Apostołka Miłosierdzia nauczyła ją, jak przebierać paciorkami w rękach. Robi to mianowicie tak, że przesuwa je w stronę prawej dłoni, trzymając resztę w dłoni lewej. Innymi słowy, w palcach prawej ręki trzyma się jeden paciorek, a w dłoni lewej mamy cały prawie różaniec. Prawą dłonią prosimy, a lewą otrzymujemy. A zatem otrzymujemy dużo więcej, niż prosimy, choć niekiedy nasze modlitwy zostają wysłuchane w inny, niż oczekiwalibyśmy, sposób. Różaniec wydaje się prostą modlitwą. I tak jest w istocie. Ale z drugiej strony jest on pełen niewyczerpalnych tajemnic. Wejdźmy w nie, a znajdziemy moc i pocieszenie.

Czytaj na: www.gosc.pl

 

Agata Puścikowska

Nieporozumienia z niegadania

Gdybyśmy ze sobą rozmawiali, uniknęlibyśmy wielu przykrych sytuacji, niedomówień i problemów.

Najpierw anegdota. Napisałam do koleżanki esemesa: „Muszę iść na botoks, ale trochę się boję. Podobno niezbyt przyjemne. Poszłabyś solidarnie ze mną, żeby dodać otuchy?” Koleżanka oddzwoniła. I się zaczęło w słuchawkę: czy ja sobie nie zdaję sprawy, jakie to szkodliwe? Że przecież można mądrzej spędzić czas? Czy mi przypadkiem nie odbiło? Czy się nie najadłam „szaleju”? I takie tam, równie konstruktywne pytania. Dopiero po dość długim słowotoku, gdy padły zapewnienia, że to zabieg bolesny jest i ostrzykanie boli, zrozumiałam, o co chodzi. Jednak musiało sporo chwil upłynąć, zanim zdołąłam przebić się z wyjaśnieniem: „Ale mnie chodzi o film. Na film muszę iść i szukam towarzyszki”.

Pośmiałyśmy się i wyjaśniłyśmy sprawę. Ale ten przykład pokazuje, jak brak sensownej komunikacji (esemes to nie komunikowanie) może prowadzić na manowce zrozumienia i braku łączności. Gdy natomiast jest brak łączności między ludźmi, szybko zaczynają się schody niedomówień, trudności w przekazaniu najprostszych prawd i agresja. Tak, agresja. Brak komunikacji rodzi najpierw frustrację, bo trudno nie czuć się sfrustrowanym, gdy jest się niezrozumianym. A zaraz potem następuje agresja. Jeśli nie fizyczna czy słowna, to psychiczna. Czy naprawdę trudno jest rozmawiać? Bez przekrzykiwania, wymuszania, stawiania zawsze na swoim? Nie tylko z osobami, z którymi się zgadzamy. Bo wtedy, zamiast rozmowy i wymiany poglądów czy myśli, jest głaskanie się po główkach i spijanie z ust samej prawdy. Czyli... naszej prawdy.

Podczas rozmowy poznajemy się, docieramy, więcej rozumiemy. I uwaga: wcale nie musimy się ze sobą zgadzać. Jednocześnie możemy spojrzeć na sprawę z innej nieco perspektywy. Swoją drogą, współczesne wynalazki, technika, która pozwala komunikować się szybciej i sprawniej, jednocześnie zaburza w poważny sposób naturalną komunikację. Esemesy i czaty, wiadomości tekstowe, zubożają formy przekazu. Uczą, szczególnie ludzi młodych, szybkiej wymiany informacji, pełnej kolorowych emotikonów i znaczków. Za to bez treści. Niegadanie lub złe gadanie, które opiera się na przekazie niepełnym lub zubożonym, potrafi skłócić koleżanki, doprowadzić do o kryzysu w pracy, w rodzinie. Niejedno małżeństwo rozpadło się z powodu niegadania.

Gadajmy więc. Niekoniecznie przez esemesy.

Czytaj na: www.gosc.pl

Patron ministrantów

Kancelaria

Kancelaria parafialna
czynna:
codziennie pół godziny po Mszy św.
(oprócz sobót, niedziel i świąt).

Modlitwa w drodze

Dobre media

Telewizja LUMEN

Razem TV

Translate - multilanguage

Pismo święte w mp3

Konferencja Episkopatu Polski

Orange Colour Red Colour Blue Colour Green Colour