• Wnętrze kościoła
    Wnętrze kościoła

    Ołtarz główny i boczne

  • Kościół z zewnątrz
    Kościół z zewnątrz

    Widok od strony zachodniej

  • Dożynki
    Dożynki

    Dożynki parafialne

  • Boże Ciało
    Boże Ciało

    Boże Ciało

Obraz z kamery - na żywo 24h

Znajdź nas na Facebooku

Nasza Szkoła - ZSP Pawłów

Diecezjalne Radio DOXA.FM

Gość Opolski

Projekt: faceBóg

Z życia Kościoła i Diecezji

 

 

Nasza Wiara

Akcja JEDEN Z NAS

Portal WIARA.PL

Diecezjalna Fundacja Ochrony Życia




 

Weź się uśmiechnij

źródło: usmiechnijsie.deon.pl



Warto przeczytać

ks. Adam Pawlaszczyk - redaktor naczelny

Oczy w dół

Co niepokojącego dzieje się dzisiaj z człowiekiem?

Spada liczba małżeństw zawieranych w kościołach. Jak donosi „Rzeczpospolita”, w ciągu ostatnich dwunastu lat liczba ślubów kościelnych zmniejszyła się aż o 11 procent. Coraz częściej za to ludzie się rozwodzą.

O spadku powołań kapłańskich pisały już media rozmaite, my również. Coraz mniej młodych ludzi podejmuje decyzję o wyborze kapłaństwa czy życia zakonnego. Za to coraz więcej sięga po dopalacze, o których piszemy w tym numerze „Gościa” (ss. 18–20). Kilka tysięcy zatruć na przestrzeni kilkunastu miesięcy, coraz młodsze ofiary, coraz większa bezczelność w omijaniu prawa ze strony handlarzy. I choć Senat bez poprawek, ponad politycznymi podziałami, przegłosował nowelizację ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, to można chyba po raz kolejny stwierdzić, że coś niepokojącego się dzieje. W świecie, w rodzinach, w Kościele, w ludziach. To ostatnie jest chyba najpewniejsze. Tak, absolutnie i najbardziej coś niepokojącego dzieje się w ludziach, w nas. Tylko co?

W tygodniu, w którym Kościół wspomina nie tylko wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny, lecz również postać Jej gorliwego czciciela, świętego Maksymiliana, warto przypomnieć słowa mrożące krew w żyłach: „Nie patrz na nas! Patrz w ziemię!”. Tak krzyczeli SS-mani do ojca Kolbego, bo jego wzrok był tak przenikliwy, że nie dało się go znieść (ss. 32–34). Jak dla mnie – to jest odpowiedź na pytanie postawione powyżej. Co niepokojącego dzieje się dzisiaj z człowiekiem? Otóż to, że wędruje po tym świecie ze wzrokiem spuszczonym, skierowanym w dół, na to, co doczesne i przemijające. Ma problem ze spojrzeniem w oczy temu, z kim się spotyka. I absolutnie unika spojrzeń do góry – w niebo. Szkoda… bo wystarczyłoby trochę odwagi. I decyzja – chcę coś zmienić!

Czytaj na: www.gosc.pl

TABLICZKA SUMIENIA

Franciszek Kucharczak

Przywilej niedoli

Powodzenie właściwie ocenia się z nieba, nie z ziemi.

Jak każe tradycja, w sierpniu dyskutuje się o tym, czy powstanie warszawskie wybuchło słusznie, czy też niesłusznie. W debacie pojawia się też wątek rzekomego upodobania Polaków do świętowania klęsk. Ale ja pytam: a co mamy świętować? Nawet odzyskanie niepodległości, nasz największy sukces stulecia, oznacza, że wcześniej tę niepodległość straciliśmy. Skoro mieliśmy w historii więcej klęsk niż sąsiedzi (którzy zresztą bywali ich przyczyną), to częściej też niż oni czcimy pokonanych. Gdyby powstanie warszawskie okazało się zwycięskie, mielibyśmy defiladę i imprezę, a że zwycięskie nie było, no to mamy pogrzeb i stypę.

Tylko czy to takie złe? Gdy zaborcy/okupanci pęcznieli od sukcesów, od potęgi gospodarczej i militarnej, my im tę potęgę we łzach budowaliśmy – na przykład na Syberii albo na robotach u bauera. I to się przekładało właściwie na wszystko, choćby na literaturę. Gdy najlepsi poeci u sąsiadów, zrelaksowani, opiewali piękno kobiet, kwiatów i zachodów słońca, nasi wieszcze wyszarpywali z siebie duszę. I to ostatecznie okazało się dużo głębsze, a przez to cenniejsze. Bo jakoś tak jest, że nie umie celebrować banału ten, komu płonie dom. Nie potrafi się delektować pogodą ktoś stojący na rumowisku swoich nadziei. On jest zmuszony do mierzenia się z prawdziwymi problemami. On musi przeżyć, gdy inni chcą się tylko wyżyć. Dojrzewa, gdy inni gniją. W bezustannym wysiłku rozwija mięśnie, gdy inni, zadowoleni, obrastają sadłem.

W ostatecznym rozrachunku może się okazać, że klęski służą społeczeństwom nie gorzej niż zwycięstwa, a czasem nawet lepiej. Wyraźnie widać to w Starym Testamencie. Cała historia Izraela to pasmo odejść od Boga w chwilach powodzenia i powrotów w czasach niedoli. Stan zadowolenia, beztroska i poczucie bezpieczeństwa jakoś często stwarzają w ludziach przekonanie, że to ich zasługa i że są samowystarczalni – czyli że Bóg nie jest im do niczego potrzebny. I zaczyna się moralna degradacja, która prowadzi do prawdziwego nieszczęścia, jakim jest utrata zbawienia – czyli potępienie. W tej sytuacji narzuca się wniosek, że niedola, choć paskudna, wcale nie musi być znakiem braku Bożej życzliwości.

Kilka lat przed wojną s. Faustyna słyszy od Jezusa: „Polskę szczególnie umiłowałem”, a potem… sześć milionów ofiar wojny i pół wieku komunistycznej niewoli. To tak ma wyglądać Boża łaskawość?

A jeśli to dzięki niedoli do dziś nie straciliśmy z oczu rzeczy najważniejszych? Żyjemy przecież po to, żeby dojść do zjednoczenia z Bogiem.

Do dziś brzmią mi w uszach słowa Jana Pawła II: „Wartość to jest to, co kosztuje”. Cóż, są sprawy, dla których każdy ziemski koszt jest wart poniesienia.

Opresja spowiedzi

Rządowa komisja ds. kobiet w Indiach zażądała wprowadzenia w całym kraju zakazu… spowiadania. Spowiedź stanowi ponoć narzędzie nacisku na kobiety. Pretekstem były dwa zgłoszenia o molestowaniu kobiet przez księży. Nie ma to związku ze spowiedzią, ale członkowie komisji chyba nie odróżniają spowiedzi od grzechu. Wiedzą jednak, że w Indiach kobiety są przedmiotem handlu, wydaje się je za mąż w wieku 10 lat i zmusza się do aborcji. Tyle tylko, że Kościół z tym walczy. Skąd więc atak na spowiedź? No cóż – z prawdziwym krzywdzeniem kobiet trudno się walczy, a ze spowiednikami łatwo. Najwyraźniej indyjska politpoprawność postanowiła zabrać się za to, co łatwe. A że absurdalne? Nie szkodzi – „postęp” na świecie będzie zadowolony.

Wiara genderowa

Telewizja BBC oznajmiła, że nie ma już chłopców i dziewczynek. Aby udowodnić tezę, że różnice w zachowaniu chłopców i dziewczynek wynikają z wychowania, stacja opublikowała spot, w którym chłopca przebrano za dziewczynkę, a dziewczynkę za chłopca, po czym nieświadomych zamiany dorosłych zaproszono do zabawy z dziećmi. Ci podsuwali dzieciom zabawki stosowne do ich domniemanej płci. Dzieci jednak niechętnie sięgały po zabawki. Sytuację musieli więc ratować dorośli, którzy wyrazili wstyd, że zachowali się stereotypowo. Wśród opętanych genderem to już taki stereotyp – ślepa wiara w identyczność kobiet i mężczyzn.

Czytaj na: www.gosc.pl

 

O. Dariusz Kowalczyk SJ

Patriotyzm i oikofobia

Oikofobia oznacza niechęć do własnego społeczeństwa, jego tradycji i wartości.

Obchody rocznicy powstania warszawskiego były świętem polskości, patriotyzmu, narodowej tożsamości. Na niejednym policzku można było dojrzeć łzy wzruszenia, ale i dumy. Takie wydarzenia jak śpiewanie piosenek powstańczych na placu Piłsudskiego budują poczucie wspólnoty. Nasuwa mi się pytanie, czy były tam osoby, które wspierają Obywateli RP, czarne protesty kobiet itp. Albo urzędnicy stołecznego ratusza, którzy uważają, że hasło „Śmierć wrogom Ojczyzny” jest mową nienawiści. Czy mamy dwie Polski? Dumną ze swych dziejów Polskę chrześcijańsko-narodową oraz Polskę zakompleksioną wobec liberalno-lewicowego Zachodu, gotową rozpuścić się w jakimś superpaństwie zarządzanym przez Brukselę i Berlin? Sprawa jest oczywiście bardziej skomplikowana, bo poglądy ludzi bywają wymieszane, a ponadto często chodzi nie tyle o przemyślane opinie, ile po prostu o mocne emocje, które z trudem idą w parze z uczciwą refleksją. Niemniej jednak, patrząc chociażby na media, można by wskazać obóz patriotyczny i obóz oikofobiczny. Termin „oikofobia” wprowadził do języka angielski filozof Roger Scruton. Oznacza on niechęć do własnego społeczeństwa, jego tradycji i wartości. Dotknięci oikofobią uważają, że historia i tradycje ich narodu są zasadniczo obciążeniem, które nie pozwala w pełni im się rozwinąć. Oikofobię niektórzy nazywają autorasizmem, inni nacjonalizmem odwróconym. Jedni chcą, by pokazywać światu bohaterstwo Polaków, by opowiadać historie takich ludzi jak np. rotmistrz Witold Pilecki czy też rodzina Ulmów, inni natomiast czerpią jakąś satysfakcję z oskarżania Polaków o współpracę z Niemcami w Holokauście. Jedni lubią założyć od czasu do czasu polską, „patriotyczną” koszulkę, a inni podkreślają, że za granicą wstyd im się przyznać, że są Polakami. Tym ostatnim jest niedaleko do poglądów pułkownika Adama Mazguły, znanego „obrońcy demokracji”, który stwierdził: „Ciemnota większości Polaków poraża. […] Demokracja jest dla ludzi mądrych. My jednak nie dorośliśmy do niej. Zawsze, jako większość, byliśmy głupi”. Tak! Zarażeni oikofobią chcieliby wymienić społeczeństwo. W 1920 też byli tacy, którzy rozczarowali się społeczeństwem nad Wisłą. Nie mogli zrozumieć, że nie chce ono odrzucić zacofanego dziedzictwa przodków i przyjąć postępu niesionego przez Rosję radziecką. Wtedy oikofobia miała twarz sowieckiego internacjonalizmu. Dziś ma twarz społeczeństwa otwartego pana Sorosa.

Czytaj na: www.gosc.pl

Agata Puścikowska

Wróżki na bezrobociu?

Tylko pokazywanie niedorzeczności związanych z wróżbiarstwem daje realne, pozytywne skutki.

Kiedyś, gdy napisałam felieton o rumpologii (dla przypomnienia: przedziwna to „sztuka wróżenia” ze strefy, w której plecy tracą swoją szlachetną nazwę), otrzymałam wiele listów z prośbami, by o absurdzie wróżenia pisać częściej. Bo potrzeba, niestety, jest. Gdy napisałam o zjawisku nakładania chrzczonym (!) niemowlętom nitki kabały, pisali rodzice z całej Polski, że to absurdalna plaga, która dotyka wiele, również nominalnie wierzących, rodzin. I pytali państwo, co z tym robić, by szaleństwu powiedzieć stop. Co z tym robić? Mówić, mówić, wskazywać, reagować. Obśmiewać bez litości. Kropka.

I chyba faktycznie tylko regularne obśmiewanie, pokazywanie niedorzeczności związanych z wróżbiarstwem i innym bajaniem, zarówno w prasie, jak i w prywatnych rozmowach, ale i z ambon, faktycznie daje realne, pozytywne skutki. Okazuje się bowiem, że chociaż nadal gabinety wróżek oraz innych czarownic mają stałych klientów, to jednak globalnie spada zainteresowanie Polaków horoskopami i wróżbami. I pokazują to obiektywne badania. Oto CBOS przeprowadziło stosowne ankiety, z których wynika, że 12 lat temu horoskopy czytało 58 proc. osób, a obecnie robi to 45 procent. Dobra to tendencja, choć przecież nadal wielu Polaków próbuje dowiedzieć się czegoś o swojej przyszłości z bzdurnych wpisów w kolorowych pismach.

I uwaga (trochę z zażenowaniem): głównymi odbiorcami powyższych mądrości są kobiety: 55 proc. wobec 34 proc. mężczyzn. Zwykle są to osoby słabiej wykształcone i gorzej sytuowane, a bynajmniej nie jest pocieszające, że 57 proc. respondentów twierdzi, że „w ogóle nie przywiązuje wagi do czytanych treści”. I „jedynie” 3 proc. badanych „zawsze stosuje się do porad i zaleceń sformułowanych w horoskopach”. To po co w ogóle je czytać? I ciekawe, czy gdyby porada nakładała imperatyw skoku z 12. piętra, w celu pełnego życiowego odlotu, czytający wykonałby stosowną woltę.

Według badań również, nadal 11 proc. ankietowanych gotowych jest udać się do wróżbity po „poradę”, choć liczba klientów się zmniejsza. Tym samym „zawód” wróżki czy innej wiedźmy nie przejdzie w najbliższym czasie do kategorii „zawodów ginących”, ale być może chociaż część wróżek będzie musiała iść na wróżbiarskie bezrobocie. Czego im trzeba szczerze życzyć, jednocześnie życząc znalezienia uczciwej pracy.

Czytaj na: www.gosc.pl

Patron ministrantów

Kancelaria

Kancelaria parafialna
czynna:
codziennie pół godziny po Mszy św.
(oprócz sobót, niedziel i świąt).

Modlitwa w drodze

Dobre media

Telewizja LUMEN

Razem TV

Translate - multilanguage

Pismo święte w mp3

Konferencja Episkopatu Polski

Orange Colour Red Colour Blue Colour Green Colour