• Wnętrze kościoła
    Wnętrze kościoła

    Ołtarz główny i boczne

  • Kościół z zewnątrz
    Kościół z zewnątrz

    Widok od strony zachodniej

  • Dożynki
    Dożynki

    Dożynki parafialne

  • Boże Ciało
    Boże Ciało

    Boże Ciało

Obraz z kamery - na żywo 24h

Znajdź nas na Facebooku

Nasza Szkoła - ZSP Pawłów

Diecezjalne Radio DOXA.FM

Gość Opolski

Projekt: faceBóg

Z życia Kościoła i Diecezji

 

 

Nasza Wiara

Akcja JEDEN Z NAS

Portal WIARA.PL

Diecezjalna Fundacja Ochrony Życia




 

Weź się uśmiechnij

źródło: usmiechnijsie.deon.pl



Warto przeczytać

Do lektury "Gościa Niedzielnego" zachęca:

ks. Marek Gancarczyk - redaktor naczelny

Dzielna niewiasta

Otrzymałem od czytelniczki list z prośbą o udzielenie odpowiedzi na pytanie w niezwykle ważnej sprawie. „Znalazłam się w wielkiej rozterce, jak mam postąpić jako katolicka matka. Dziewczyna mojego syna jest w ciąży i młodzi chcieliby zamieszkać w naszym domu rodzinnym. Nie planują jednak na razie zawarcia sakramentu małżeństwa – nad czym bardzo ubolewam – choć nie mają przeszkód. Jak ja mam postąpić?”. Co prawda mam wrażenie, że autorka listu, który w całości można przeczytać na s. 11, dobrze wie, co powinna zrobić, jednak rozumiem, że domaga się odpowiedzi. A może nie tyle odpowiedzi, co wsparcia w niezwykle trudnej przecież decyzji. Cały świat mówi jej, że powinna przyjąć młodych do domu i pozwolić, by zamieszkali razem. A że bez ślubu, cóż – takie czasy. Nic się na to nie poradzi, a poza tym nie oni pierwsi, ani nie ostatni. Kto by tam zastanawiał się nad odpowiedzialnością za grzechy popełniane przez innych, gdy w nich współdziałamy, o czym szczegółowo mówi Katechizm Kościoła Katolickiego (1868). Gdyby ktoś miał wątpliwość, na czym współcześnie może polegać chrześcijański heroizm, ma gotową odpowiedź. O tym, jak trudna jest to decyzja, może świadczyć fakt, że czytelniczka nawet od księży nie otrzymała wsparcia, o czym z pewnym żalem wspomniała w liście.

A teraz kolejna sprawa, z zupełnie innych rejonów. Zarówno sportowa Polska, jak i cały świat wpadły w euforię po losowaniu grup do przyszłorocznych mistrzostw świata w piłce nożnej. Choć piłkarski karnawał rozpoczyna się na dobre, jakoś nie potrafię w pełni cieszyć się tymi zawodami, mimo że nasi jadą tam nie tylko po to, by zagrać o honor. Mają spore szanse na sukces, a w meczach z Senegalem, Kolumbią i Japonią nie zabraknie emocji. Przeszkadza mi to, że mistrzostwa odbędą się w Rosji. Przypomnę, że decyzja o przyznaniu mundialu naszemu sąsiadowi ze wschodu zapadła jeszcze w 2010 roku. Wtedy nie budziła ona większych kontrowersji, bo też nie było mowy o aneksji Krymu, do której doszło cztery lata później, czy o zajęciu Donbasu. Wtedy pojawiły się nieśmiałe głosy, by odebrać Rosji piłkarskie święto. Szybko jednak ucichły. I dzisiaj nikt już o nich nie pamięta. Nie było odważnych do sprzeciwienia się Rosji. A przecież nic się nie zmieniło. Krym znajduje się we władaniu Federacji Rosyjskiej, a w Donbasie każdego dnia giną ludzie, za co również odpowiada Rosja. Ale kto o tym będzie pamiętał, gdy na stadiony wybiegną największe piłkarskie gwiazdy…

Nie mam wątpliwości, że mundial, który będzie zapewne organizacyjnym i sportowym sukcesem, ostatecznie zakryje przed światową opinią publiczną brutalne złamanie przez Rosję prawa międzynarodowego. Nie da się ukryć, że Rosja potrafi być cierpliwa i konsekwentnie budować swój narodowy interes. Raz używając wojska, innym razem zawodów sportowych najwyższej rangi.

Czytaj na: www.gosc.pl

 

TABLICZKA SUMIENIA

Franciszek Kucharczak

Kiedyś było tak, jak nigdy nie było

Każdy, kto trafia do nieba, musi najpierw chodzić po ziemi.

Co roku w okolicach grudnia po internetach rozbrzmiewają utyskiwania na rzekomą infantylizację liturgii. Ma to jakoby wynikać z nastawienia księży na duszpasterstwo dzieci w ramach Mszy św. roratnich. „Jakoś nikt nie zauważa, że w większości parafii poprzez podobne eksperymenty praktycznie zatracono sens Mszy Roratniej i pozbyto się dorosłych” – napisał ktoś pod tekstem o nadzwyczajnej popularności materiałów roratnich „Małego Gościa”.

Sprawa ta pokazuje, jak łatwo przychodzi ludziom idealizowanie przeszłości. Wystarczy, że w niej nie uczestniczyli albo pozostawili sobie w pamięci tylko wycinki pasujące do ich układanki. A co jest w tej układance? Ano są kościoły pełne dorosłych, nabożnie uczestniczących we Mszy, najlepiej trydenckiej. Rozbrzmiewa tam perfekcyjnie wykonany śpiew, najlepiej gregoriański. Tam potężne organy zalewają skupionych ludzi lawiną dźwięków, a od ołtarza aż ku sklepieniom, najlepiej gotyckim, wznosi się wonny dym kadzideł. A przed samym ołtarzem, wśród złoceń i marmurów, kapłan, najlepiej w barokowym ornacie i najlepiej z asystą w dalmatykach, w nienaganny sposób sprawuje liturgię. Kazania są treściwe i konkretne, najlepiej katechizmowe, trafiające do samego serca. Szczególnie na Roratach, najlepiej o szóstej rano, na których zawsze są tłumy dorosłych. Dzieci, owszem, też są, ale grzeczne i w odpowiednich proporcjach. I też liturgię przeżywają, też słuchają i wszystko rozumieją. Wszystko jest w tej układance po prostu i-de-al-ne. Nie ma tam niedbałych celebransów, nudzących kaznodziejów i znudzonych wiernych, nie ma kiepskich organistów i koszmarnych śpiewów. I oczywiście nie ma pustych ławek.

Tak podobno kiedyś było. Pytanie tylko, kiedy i gdzie to było. Bo jak sięgam pamięcią, nigdy nie było tak, jak to chcą widzieć dzisiejsi projektanci przeszłości. Jeśli dziś ktoś łamie ręce nad rzekomym złym sprawowaniem liturgii albo nad „infantylizacją Rorat”, to ja nie wiem, kiedy było perfekcyjnie i „nieinfantylnie”. Gdy pół wieku temu rozpoczynałem karierę ministranta, to i wtedy na Roraty przychodziły głównie dzieci. Dorośli zjawiali się tam najczęściej w roli opiekunów. Roratom zawsze towarzyszył „dziecięcy klimat” – lampiony, obrazki itd. I jak pamiętam, kaznodzieje mówili na Roratach „dziecięce” kazania. I organizowali jakieś formy konkursów, zagadek, rywalizacji. Dzięki temu dzieci na Roraty chodziły chętnie i bez przymuszania, a Adwent pozostał w ich pamięci jako czas prawdziwego przygotowania do narodzin Pana Jezusa.

Jak się to przekładało i przekłada na wiarę ludzi dorosłych? Trudno to zmierzyć, ale gdyby duszpasterze nie docierali do najmłodszych, ci rzadziej docieraliby do Kościoła jako dorośli. Bo tak to dziwnie jest, że dojrzałość w wierze osiąga się drogą dojrzewania. Dojrzewający zaś potrzebuje warunków odpowiednich dla siebie, a nie dla dojrzałego.

Różaniec idzie dalej

Akcja modlitewna Różaniec do Granic zainspirowała inne kraje. 12 grudnia wokół granic USA ustawią się katolicy, którzy będą się modlić m.in. za Stany Zjednoczone. Jedna z inicjatorek Różańca na Wybrzeżach i Granicach Patricia Lemmon przyznała, że wydarzenie to zostało zainspirowane polskim pierwowzorem. Podobna inicjatywa odbędzie się też w Irlandii, a już wcześniej śladem Polaków poszli Włosi. Czy to nie byłaby najtrwalsza unia – państw połączonych Różańcem?

Spisek absencyjny

Radio Maryja obchodziło swoje 26. urodziny. W związku z tym „Gazeta Wyborcza”, znana także pod nieoficjalną nazwą „Badacze Radia Maryja”, przeprowadziła analizę (nie)obecności gości na uroczystości w Toruniu. Otóż wielkim nieobecnym okazał się prezydent Andrzej Duda, który, choć w ubiegłym roku był osobiście, tym razem „ograniczył się do kurtuazyjnego listu”. Zdaniem dziennikarza stało się tak dlatego, że prezydent „pamięta, po czyjej stronie o. Tadeusz Rydzyk stanął po lipcowych wetach ustaw sądowych”. Na uroczystości nie było też Jarosława Kaczyńskiego – ale tu już nie pojawia się wniosek, że Kaczyński z kolei nie pamięta, po której stronie stanął o. Tadeusz Rydzyk. Gazeta zauważa też, że i biskupów nie było tylu, ilu rok wcześniej, bo tylko 15. Sprawa ta podobno „pokazuje na rozjazd między środowiskiem Radia Maryja a Prezydium Episkopatu”. Cóż, a może po prostu jest tak, że 25 lat to jubileusz, a 26 lat to zwykła rocznica?

Czytaj na: www.gosc.pl

 

O. Dariusz Kowalczyk SJ

Szaleńcy Boży

Kogo nazywamy Bożym szaleńcem? To ktoś, kto w centrum swojego życia stawia Boga.

Książkę pod takim właśnie tytułem napisała Zofia Kossak-Szczucka. Opublikowana w 1929 r. jest wciąż aktualna, porywająca głębią treści i pięknem języka. Kogo nazywamy Bożym szaleńcem? To ktoś, kto w centrum swojego życia stawia Boga. To ktoś, kto ma Boże pasje, marzenia, wizje i kto – wbrew tzw. realiom – potrafi te marzenia zrealizować. Ludzie dobrzy, mądrzy, rozsądni, ale niemający tej iskry szaleństwa, powiedzą, że tego nie da się zrobić, że nie ma środków, możliwości. Boży szaleniec nie jest naiwny, widzi trudności, ale twierdzi, że z Bożą pomocą da się… Z czysto ludzkiego punktu widzenia rozpoczyna od zera. Ma jednak wiarę, różaniec w ręku i gorliwość, którą zapala innych. I jeszcze jedno, szaleniec Boży gotowy jest na znoszenie drwin, obelg i wszelakich innych ataków, które zawsze pojawiają się tam, gdzie dzieje się jakieś o dużym zasięgu społecznym dobro. W najnowszej, powojennej historii Polski nie brakowało nam ludzi, których można określić mianem Bożych szaleńców. Tacy byli dwaj najwybitniejsi mężowie naszych czasów: Stefan Wyszyński – Prymas Tysiąclecia i Karol Wojtyła – Jan Paweł II. Trzeba było nadzwyczajnej iskry, by wymyślić i zrealizować coś takiego jak Wielka Nowenna przed Millennium Chrztu Polski. Trzeba było Bożego szaleństwa, by przez ponad ćwierć wieku sprawować urząd biskupa Rzymu w takim stylu, jak uczynił to papież z Polski. Szaleńcami Bożymi byli m.in. ks. Franciszek Blachnicki, ks. Jerzy Popiełuszko, o. Jan Góra. Na to miano zasługuje także o. Tadeusz Rydzyk, którego pierwsze i główne dzieło, Radio Maryja, obchodzi 26 lat istnienia. Zdumiewa ogrom zajadłych ataków, donosów i oszczerstw, jakie w tym okresie musiał wziąć na siebie redemptorysta z Torunia. A jednak nie tylko nie załamał się, ale stworzył kolejne dzieła: „Nasz Dziennik”, Telewizję Trwam, Wyższą Szkołę Komunikacji Społecznej i Medialnej. Nie! Nie beatyfikuję ojca dyrektora. Pewno można go za różne rzeczy krytykować, ale to, co zrobił, budzi dziś podziw i jest dobre dla Kościoła i Polski. Oskarżany o antysemityzm nie tłumaczył, że nie jest wielbłądem, ale zaczął nawiązywać twórcze, konkretne kontakty ze środowiskami żydowskimi w Polsce i na świecie. Jednym z owoców tej działalności była Międzynarodowa Konferencja „Pamięć i nadzieja” poświęcona pamięci Polaków ratujących Żydów w czasie II wojny światowej. Módlmy się zatem, by Bóg posłał nam nowych Bożych szaleńców.

Czytaj na: www.gosc.pl

 

Agata Puścikowska

Międzypokoleniowe sprawy

Warto międzypokoleniowo rozmawiać. Jeśli nie na kanapie we własnym domu, to chociaż w firmie.

Czy wiedzą państwo, że w wielu firmach organizuje się warsztaty i szkolenia z komunikacji międzypokoleniowej? Uczy się na tych spotkaniach, w jaki sposób mają wspólnie pracować i porozumiewać się starsi i młodsi pracownicy. Bo okazuje się, że coraz trudniej dogadać się dwudziestolatkowi, który zaczyna karierę zawodową, z czterdziestolatkiem, który bywa u szczytu kariery. A ponoć jeszcze trudniej o nić porozumienia między najmłodszymi a najstarszymi członkami zespołu. Ponieważ jednak dobra komunikacja to podstawa w każdej profesjonalnej i osiągającej sukces firmie, wymyślono specjalne szkolenia.

Podobno to działa. Podobno daje się zbudować podstawy porozumienia, mimo że kod kulturowy często inny, język inny, priorytety też. Nie mówiąc już o systemie wartości i sposobie bycia. Podobno można wypracować wiele dobra, opierając się na szacunku, kulturze i zrozumieniu pewnych różnic w życiu i pracy starszych i młodszych. Co ciekawe, starsi uczą się od młodszych (!) asertywności i wiary w siebie. Młodzi uczą się natomiast prostej zasady: że jednak pępkami świata nie są. I warto zdobywać nie tylko świat, ale też doświadczenie, uczyć się, patrzeć na swoje dokonania z dystansem i jednak pokorą. Słowem: młodzi uczą się od starszych, starsi od młodszych. A jedni i drudzy przekonują się, że po prostu są sobie potrzebni. Energia młodości w parze z doświadczeniem – to od zawsze była dobra fuzja. Właśnie: od zawsze… aż do teraz.

Teraz młodzi rozmawiają ze starszymi tylko dzięki warsztatom i szkoleniom. To zastanawiające, że o sprawach, wydawać by się mogło, podstawowych trzeba uczyć i przypominać. Ćwiczyć się w czymś, co od wieków było naturalne. Choć jasne jest, że i od wieków konflikty na tle różnic pokoleniowych istniały.

Jeśli jednak współcześnie kontakt w rodzinach między osobami starszymi i młodszymi jest utrudniony i w naturalny sposób nie uczy rozmowy, szacunku i zrozumienia, to może dobrze, że szkolenia z komunikacji międzypokoleniowej istnieją? Jeśli rodziny wielopokoleniowe stanowią już coraz większą rzadkość, to być może pozostaje metodą ćwiczeń poznawać dobro, które wynika z pokoleniowych różnic. Warto międzypokoleniowo rozmawiać. Jeśli nie na kanapie we własnym domu (za darmo), to chociaż w firmie (za spore pieniądze). Ciekawe tylko, który model jest skuteczniejszy.

Czytaj na: www.gosc.pl

Patron ministrantów

Kancelaria

Kancelaria parafialna
czynna:
codziennie pół godziny po Mszy św.
(oprócz sobót, niedziel i świąt).

Modlitwa w drodze

Dobre media

Telewizja LUMEN

Razem TV

Translate - multilanguage

Pismo święte w mp3

Konferencja Episkopatu Polski

Orange Colour Red Colour Blue Colour Green Colour