• Wnętrze kościoła
    Wnętrze kościoła

    Ołtarz główny i boczne

  • Kościół z zewnątrz
    Kościół z zewnątrz

    Widok od strony zachodniej

  • Dożynki
    Dożynki

    Dożynki parafialne

  • Boże Ciało
    Boże Ciało

    Boże Ciało

Obraz z kamery - na żywo 24h

Znajdź nas na Facebooku

Nasza Szkoła - ZSP Pawłów

Diecezjalne Radio DOXA.FM

Gość Opolski

Projekt: faceBóg

Z życia Kościoła i Diecezji

 

 

Nasza Wiara

Akcja JEDEN Z NAS

Portal WIARA.PL

Diecezjalna Fundacja Ochrony Życia




 

Weź się uśmiechnij

źródło: usmiechnijsie.deon.pl



Warto przeczytać

ks. Adam Pawlaszczyk - redaktor naczelny

Decyzja na całe życie

Nawet popełnione błędy nie przekreślają szans na wyjście z trudności. Na świętość po prostu.

Bardzo mądre słowa usłyszałem ostatnio z ust doświadczonego życiem duchownego. Stwierdził on, że tym, co odróżnia pasterza od polityka, jest jego miejsce we wspólnej drodze z owcami. Pasterz idzie na czele, żeby je prowadzić. Polityk z tyłu... żeby widzieć, gdzie mają ochotę iść. Ale nie o pasterzach i o politykach ma być ten tekst. To owce są najważniejsze. A te – jak pokazuje praktyka – mają w świecie współczesnym niemały problem. Z podejmowaniem decyzji. Obserwujemy spadek powołań do kapłaństwa na równi ze spadkiem liczby decydujących się na sakramentalne małżeństwo. Zliczamy rezygnujących z posługi kapłańskiej na równi z podejmującymi starania o stwierdzenie nieważności małżeństwa. Czy w XXI wieku jest jeszcze miejsce na trwałe i niezmienne kategorie woli?

W coraz szybciej zmieniającym się świecie coraz trudniej jest podejmować decyzje na całe życie. To pewnie jakieś trudne do zrozumienia przeze mnie prawo fizyki. Na szybko poruszającej się platformie łatwiej stracić równowagę, to i w szybciej pędzącym świecie trudno stabilnie stać. Żartuję, rzecz jasna. Chodzi o przyzwyczajenia. Obrazowo mogę to chyba podsumować słowami pewnej znajomej, dojrzałej matki, której dziecku rozpadło się małżeństwo po bardzo krótkim czasie. Mówi mi ona ostatnio, że skoro tak łatwo ludzie dzisiaj wchodzą w kolejne związki i z kolejnymi ludźmi się wiążą, a następnie rozłączają, to i ten sakramentalny węzeł jest dla nich po prostu supłem do rozwiązania. Jeden, drugi, trzeci partner... nie różni się niczym od piątego i siódmego. A decyzje na całe życie? C’est passé!

Coś w tym jest. Starsze siostry zakonne twierdzą, że młodsze odkładają śluby wieczyste na kolejne miesiące i lata. Mówią wprost, że trudno im podjąć decyzję. Wyobrażam sobie, jak trudno jest kolejnym pokoleniom seminarzystów. O narzeczonych wspomniałem. Co to jest? Nibylandia Piotrusiów Panów płci obojga i wieku wszelakiego? I jaka przyczyna? Coraz wolniejszy proces dojrzewania odwrotnie proporcjonalny do prędkości życia? Może tak. Niechęć do zobowiązań na całe życie, strach przed odpowiedzialnością? To wciąż to samo: objawy niedojrzałości. Chęć zatrzymania wolności, młodości, spontanicznych odruchów i prawa do improwizacji? Również. Ale coś mi mówi, że jest antidotum na to wszystko. Ale jest to coś kompletnie nieprzystającego do współczesnych mód. To pogodzenie się z upływem czasu. Z tym, że kiedyś ten czas się skończy. Że człowiek odpowiedzialny potrafi podejmować odpowiedzialność za podejmowane decyzje. Nawet kiedy przyjdzie mu tych decyzji czasem żałować. Taki jest zasadniczy rys natury ludzkiej: błądzenie jest rzeczą ludzką. I nie chodzi o to, by uciekać, wmawiając sobie, że nie chce się trwać w błędzie. Raczej o to, by zrozumieć, że nawet popełnione błędy nie przekreślają szans na wyjście z trudności. Na świętość po prostu. Franciszek wskazujący palcem na każdego z nas mówi z uśmiechem: Ty też możesz zostać świętym! I o tym jest jego ostatnia adhortacja, którą dołączamy do numeru. Ty też możesz ją przeczytać!

Adhortacja apostolska Ojca Świętego Franciszka Gaudete et exsultate!.

Czytaj na: www.gosc.pl

 

TABLICZKA SUMIENIA

Franciszek Kucharczak

Kto widzi piękno dzidzi

Ocena człowieka na podstawie jego powierzchowności jest oceną powierzchowną.

Taki dowcip słyszałem, stary oczywiście, ale wszystkie są stare. No więc tak: Spanikowany facet alarmuje policjantów: „Żona mi zginęła, szukajcie jej, szukajcie!”. „A jak wygląda?” – pytają stróże porządku. „No, włosy ma rzadkie, wypłowiałe, nos krzywy, jest garbata, zezowata, a tu ma takie… A wiecie co, nie szukajcie jej”.

Ha, ha, ha – no dobrze, ale dlaczego się śmiejemy? Bo to abstrakcyjna historia – to oczywiste, że nikt normalny i uczciwy nie odmówi człowiekowi pomocy dlatego, że on wygląda nie tak, jak byśmy chcieli – no i jak on sam przecież by chciał.

No właśnie, oczywiste…

W ramach dyskusji o losach projektu „Zatrzymaj aborcję” ktoś wrzucił do sieci zestawienie kilku zdjęć, przedstawiających dzieci urodzone z najcięższymi możliwymi wadami, opatrzone szyderczym napisem „Dzidzie do adopcji” i równie szyderczą dedykacją dla obrońców życia: „Dziękujemy cioci, stryjkowi i panu boziu za to, że przyszliśmy na świat”.

A to już głupszych i bardziej prymitywnych „argumentów” nie dowieźli? Człowieku nieszczęsny, który używasz takich metod agitacji za zabijaniem ludzi, co chciałeś przez to powiedzieć? Że te chore „dzidzie” są gorsze od ciebie? A to dlaczego? Bo ty jesteś ładniejszy? Bo zdrowszy? Nawet jeśli tak, to do czasu. A poza tym od kiedy to wygląd i kondycja stanowią podstawę życia lub nieżycia?

No dalej! Wyduście to z siebie wy wszyscy bezmyślni uczestnicy czarnych hec – według jakich kryteriów mierzycie ludzką godność? I co z tego, że widok zdeformowanych dzieci budzi waszą grozę? Co z tego, że budzi i moją grozę? Nasze reakcje na ludzi mówią coś o nas, a nie o nich. A że oni są ludźmi, to od chwili poczęcia należy im się ludzkie traktowanie ze strony każdego z nas, niezależnie od tego, czy wierzymy w Boga, czy też nie.

Kto jednak wierzy, tym bardziej musi sobie uświadomić, że to właśnie o samym Zbawicielu powiedział prorok: „Jak wielu osłupiało na Jego widok – tak nieludzko został oszpecony Jego wygląd i postać Jego była niepodobna do ludzi” (Iz 52,14).

Znamienne: był taki czas, gdy najpiękniejszy z synów ludzkich wyglądał NIELUDZKO. Przerażająco. Tak, że się chciało przed nim „zakrywać oczy”. A przecież to był czas, w którym decydowało się nasze zbawienie.

Co to może znaczyć? Otóż to, że gdy osłupiałeś na widok czyjegoś nieludzkiego wyglądu, Bóg może być bliżej ciebie niż jesteś sobie w stanie wyobrazić. Nie kpij więc ze zniekształconej „dzidzi” i nie domagaj się jej usunięcia z twojego szanownego widoku, bo ona jest nie mniej wartościowa od ciebie i będzie kiedyś jaśnieć w zachwycającej piękności. A jej istnienie jest dla ciebie szansą, żebyś i ty znalazł się w jej towarzystwie, i z nią jaśniał. Ta przyszłość jednak zależy od tego, co dziś zrobisz ze swoim osłupieniem.

Joga nie z Boga

Indyjscy biskupi syro-malabarscy wydali dokument, w którym ostrzegają, że joga jest niezgodna z chrześcijańską wiarą. Zauważają, że praktyka ta swoją popularność zawdzięcza wpływom hinduizmu i bramińskiej dominacji. „Istnieje niebezpieczeństwo, że gesty i ćwiczenia fizyczne mogą stać się bałwochwalcze same w sobie i zbyt łatwo można pomylić doświadczenia fizyczne płynące z jogi, z działaniem Ducha Świętego” – cytuje hierarchów Radio Watykańskie. Dokument zauważa, że wielu indyjskich uczniów, bez względu na wiarę, jest zmuszanych do udziału w zajęciach jogi i recytowania mantr. Biskupi dodają, że za pośrednictwem jogi hinduistyczni fundamentaliści próbują osiągnąć swoje „sekciarskie i polityczne cele”. Cóż, nie jest to pierwsze ostrzeżenie, płynące z chrześcijańskich środowisk ws. jogi, ale chyba najpoważniejsze z uwagi na jego autorów. Wygląda więc na to, że z wszelkich rodzajów jogi najlepszy jest Miś Jogi.

Projekt na wieki

Członkowie sejmowej Komisji Polityki Społecznej i Rodziny odrzucili wniosek posła Klawitera o dopisanie do harmonogramu prac projektu „Zatrzymaj aborcję”. Z wyjątkiem wnioskodawcy wszyscy byli praktycznie przeciw, włącznie z posłami PiS, którzy albo zagłosowali na „nie”, albo się wstrzymali, albo nie byli obecni. Czyżby przejęli się histerycznymi krzykami czarno ubranych feministek? E tam, ci wszyscy bogobojni nikogo się nie boją. Poza prezesem, oczywiście.

Czytaj na: www.gosc.pl

 

O. Dariusz Kowalczyk SJ

Mowa nienawiści Jezusa?

Ktoś posłuży się celną, dotkliwą ironią – jego oponenci od razu przypisują mu nienawiść.

Wyrażenie „mowa nienawiści” bardziej zaciemnia rzeczywistość, niż ją opisuje. Obok takich słów jak „faszyzm” czy „antysemityzm” służy często formułowaniu tyleż zakłamanych, co pustych oskarżeń. Ktoś posłuży się celną, dotkliwą ironią – jego oponenci od razu przypisują mu nienawiść. Ktoś wypowie się dosadnie na temat aborcji jako zabijania dzieci – feministki zakrzykną, że nienawidzi kobiet. Ktoś wyrazi wątpliwości co do sensowności sprowadzania do Europy, zgodnie z ideologią Sorosa, setek tysięcy nielegalnych imigrantów z Afryki i Azji – zaraz go oskarżą o rasizm i nienawiść wobec ludzi o innym kolorze skóry. Że też oponenci Jezusa nie znali tego „argumentu”. Męczyli się, by w dyskusjach sprostać Mistrzowi z Nazaretu, a przecież mogli od razu uciąć spór pogardliwym oskarżeniem o stosowanie „mowy nienawiści”. Wszak Jezus nie stara się być delikatny. „Wy macie diabła za ojca i chcecie spełniać pożądania waszego ojca” (J 8,44) – rzuca w twarz swym oponentom, których ponadto nazywa kłamcami (zob. J 8,55). W innym miejscu nazywa faryzeuszów i uczonych w Piśmie plemieniem żmijowym i stwierdza: „Jakże wy możecie mówić dobrze, skoro źli jesteście?” (Mt 12,34). Inne określenia, których używa Jezus, to np.: obłudnicy, głupi i ślepi, groby pobielane, węże (zob. Mt 23,13-36). W Ewangelii Łukasza jeden z uczonych w Prawie oburzył się: „Nauczycielu, tymi słowami nam też ubliżasz” (Łk 11,45). Czy Jezus przeprosił? Wręcz przeciwnie! Odparł: „I wam, uczonym w Prawie, biada!” (Łk 11,46). Jan Chrzciciel, który zapowiadał Chrystusa, też używał mocnych słów. Wołał: „plemię żmijowe” (Łk 3,7) i groził, że „już siekiera do korzenia drzew jest przyłożona” (Łk 3,9). Przed zarzutem „mowy nienawiści” nie uchroniłby się Apostoł Narodów. Wszak pisał o „bezwstydzie” i „zboczeniu” w odniesieniu do aktów homoseksualnych (zob. Rz 1,27). A kiedy arcykapłan Ananiasz kazał go uderzyć w twarz, Paweł nie nadstawił drugiego policzka, lecz powiedział: „Uderzy cię Bóg, ściano pobielana!” (Dz 23,3). Oczywiście moglibyśmy wskazać wiele sytuacji, w których Jezus i apostołowie zachowują się inaczej, łagodnie, znosząc niesprawiedliwość. Co więcej, do takiej właśnie postawy nas zachęcają. Nie dajmy się jednak zwariować powszechnym gadaniem o „mowie nienawiści”. Mamy wiele bardziej sensownych, precyzyjnych słów i wyrażeń, by próbować określić różne wypowiedzi.

Czytaj na: www.gosc.pl

Agata Puścikowska

Egzaminacyjne szaleństwo

Stawianie sprawy tak, jakby od dobrego liceum uzależnione było całe dorosłe życie, jest absurdalne, w dodatku kłamliwe i szkodliwe.

No i stało się. Zostałam matką dziecka, które zdaje do liceum. Świat już nigdy nie będzie taki sam i perspektywa edukacyjno-życiowa mocno się zmieniła. A najbardziej zmieniła się (naiwna, przyznaję) wiara w zdrowy edukacyjny rozsądek rodziców, części uczniów i nauczycieli. Ale po kolei. Trzyletnie gimnazjum (szczęściem już niedługo zniknie z orbity uczniowskiej i rodzicielskiej) to czas intensywny na wielu płaszczyznach – rozwoju intelektualnego, emocjonalnego, ważnych wyborów życiowych. To czas, gdy hormony szaleją, „dzieje się” w sercach i głowie uczniów. I po raz pierwszy naprawdę trzeba pomyśleć o przyszłości. Jeśli to myślenie jest spokojne, zorientowane na wiele lat i pełne nadziei, biedy nie ma. Jest działanie, ale pozbawione szału, histerii i przedziwnych dla szesnastolatka pojęć, jak „wybór na całe życie”, „walka o dobrą przyszłość”, „porażka”, czyli edukacyjne „być albo nie być”.

Oczywiste jest, że wybór szkoły średniej to wybór ważny. Ale stawianie sprawy tak, jakby od dobrego liceum uzależnione było całe dorosłe życie, jest absurdalne, kłamliwe i szkodliwe. Wyścig gimnazjalistów do „lepszego liceum” można zrozumieć. Ambitnym trzeba być. Ale między ambicją a chorą ambicją (często rodziców) granica bywa delikatna i czasem zaciera się. Jeśli mówimy, a statystyki są nieubłagane, o wzroście liczby samobójstw wśród młodzieży, to brutalnie należy zadać pytanie: czy aby szaleństwo związane z edukacyjnymi dylematami, wygórowanymi oczekiwaniami, ogromem pracy i przemęczeniem dziecka (!) nie ma z tym związku? I oczywiście nie chodzi o straszenie skrajnościami. Bez skrajności pytania warto zadać następujące: czy moje „gimnazjalne” dziecko zdające do szkoły średniej jest... szczęśliwe? Czy ma czas na coś więcej niż ślęczenie nad książką? Czy rozwija się wszechstronnie, nie tylko intelektualnie? Naprawdę nie trzeba kończyć elitarnych szkół średnich, by wykształcić się, zdobyć dobrą pracę i być zadowolonym z życia człowiekiem. I wiedzą to nauczyciele oraz rodzice. A mimo to wyścig trwa…

Rozwoju emocjonalnego, umiejętności współpracy, mądrych przyjaźni, obserwacji świata i ludzi nie da się odłożyć na później. Bo po prostu nie da się życiowej mądrości wyczytać z książek. Dziecko wytresowane intelektualnie i na tzw. wysokim poziomie edukacyjnym, w „najlepszej w rankingach szkole”, może po prostu nie dać sobie rady w zwyczajnym życiu. O edukacyjną harmonię i spokój rodzicielski uprasza się zarówno rodziców, nauczycieli, jak i uczniów.

Czytaj na: www.gosc.pl

Patron ministrantów

Kancelaria

Kancelaria parafialna
czynna:
codziennie pół godziny po Mszy św.
(oprócz sobót, niedziel i świąt).

Modlitwa w drodze

Dobre media

Telewizja LUMEN

Razem TV

Translate - multilanguage

Pismo święte w mp3

Konferencja Episkopatu Polski

Orange Colour Red Colour Blue Colour Green Colour