• Wnętrze kościoła
    Wnętrze kościoła

    Ołtarz główny i boczne

  • Kościół z zewnątrz
    Kościół z zewnątrz

    Widok od strony zachodniej

  • Dożynki
    Dożynki

    Dożynki parafialne

  • Boże Ciało
    Boże Ciało

    Boże Ciało

Obraz z kamery - na żywo 24h

Znajdź nas na Facebooku

Nasza Szkoła - ZSP Pawłów

Diecezjalne Radio DOXA.FM

Gość Opolski

Projekt: faceBóg

Z życia Kościoła i Diecezji

 

 

Nasza Wiara

Akcja JEDEN Z NAS

Portal WIARA.PL

Diecezjalna Fundacja Ochrony Życia




 

Weź się uśmiechnij

źródło: usmiechnijsie.deon.pl



Warto przeczytać

ks. Adam Pawlaszczyk - redaktor naczelny

Mapy, które mówią

Mapy mają to do siebie, że powinny być niezmienne, o ile nie zmienia się teren, który przedstawiają. Dzięki temu, korzystając z nich, mamy pewność, że dotrzemy na właściwe miejsce właściwą drogą. Te papierowe, choć nieco archaiczne w porównaniu z elektronicznymi, mają w sobie jeszcze ten element, że wymagają zastanowienia się. Poza tym pozostawiają większą swobodę wyboru. Te nowoczesne, krzyczące sztucznym głosem: „skręć w prawo!” albo „trzymaj się lewej!”, może i są wygodniejsze. Ale niekiedy ni z tego, ni z owego każą skręcić w jezioro albo do lasu. Zdaniem Andrzeja Grajewskiego zmienia się mapa medialna. Okazją do takiej refleksji stały się dni mediów w Stralsundzie (ss. 16–19), w trakcie których ewidentne było dla wszystkich, że czasy dla słowa drukowanego nastały nieciekawe, a będą pewnie jeszcze gorsze. Medialna mapa zmieniła się nie tylko ze względu na sposób korzystania z mediów. Konsekwencje odczuwać będziemy w jakości debaty publicznej, sposobów komunikowania się oraz polityki. Wszystko migruje do internetu, od lat systematycznie spadają nakłady znanych tytułów, a odpływ reklam powoduje, że sytuacja materialna mediów drukowanych jest coraz gorsza. Pozostaje mieć nadzieję, że zdrowy rozsądek powstrzyma roszady na tych mapach lub nada im trochę bardziej merytoryczny charakter. Że nie tylko o pieniądze chodzi w mówieniu, pisaniu, wydawaniu... po prostu w tworzeniu.

Mapy ludzkich ścieżek bywają mniej lub bardziej pokreślone. Czasem pogniecione od nadmiaru posiadanych przedmiotów, czasem zabłocone. Ta, którą wybraliśmy w tym numerze „Gościa”, wiedzie na górę. To znaczy na Świętą Górę, miejsce, w którym króluje tajemnicze spojrzenie Maryi – Róży Duchownej. Prymas Tysiąclecia nazywał je „uważnym”. I to jest bardzo pocieszające. Uważnie przypatrująca się Madonna patronuje miejscu niezwykle ciekawemu i tym, którzy je odwiedzają. Powstało z fantazji kobiecej, jakby żywcem przeniesione z Wenecji, opatrzone zapachem świętości i błyskami światła wędrującymi nawet po trumnach porozkładanych w nieładzie. W relacji Barbary Gruszki-Zych (ss. 68–73) widziana z bliska Święta Góra, czyli sanktuarium Matki Bożej Róży Duchownej w Gostyniu, jest miejscem, w którym przywraca się duchowe piękno. To trudno zrozumieć. To trzeba przeżyć.

Czasem trudno jest zrozumieć mapy. Niektóre odczytują tylko wybrańcy, inne wydają się proste jak plan jednopokojowego mieszkania. Ważne jest jednak, by właściwie odczytywać, co się kryje za gąszczem kresek i nazw. Niektórzy bardziej od innych wymagają pomocy w tym zakresie. Podopieczni kapelana aresztu w Nanterre należący do Nadziei św. Jana (ss. 32–33) otrzymują od niego pomoc najbardziej kompetentną. Dlaczego? Bo sam przeszedł drogę przez piekło i ma świadomość, że najsłabsi najbardziej potrzebują miłości i przyjaźni. To też pocieszające, podobnie jak uważne spojrzenie Madonny. Pasterz pachnący owcami to przecież ten sam, który je prowadzi. Niekoniecznie nawołując jak paskudny GPS: „skręć w lewo, skręć w prawo!”. Ale dobrze znający drogę.

Czytaj na: www.gosc.pl

 

TABLICZKA SUMIENIA

Franciszek Kucharczak

Piotruś Pan nad grobikiem

Bliźni to nie każdy obiekt miłości. Bliźni to ten, komu należy się miłość.

Kiedy pod kołami samochodu zginął nasz pies, było mi przykro. Jeszcze bardziej moim dzieciom. W końcu to żyjące z nami stworzenie, a do tego sympatyczne i merdające. Wiadomo – człowiek się przyzwyczaja, normalna rzecz, że mu potem trochę żal.

Ale trochę. Zwierzę to nie człowiek. Trzeba przecież znać proporcję, zwłaszcza w miłości. U dzieci to zrozumiałe, że mocno przeżywają śmierć ulubionych zwierzaków. Uczą się w ten sposób przeżywać stratę, bo przyjdzie czas, gdy będą musiały zmierzyć się ze stratą znacznie poważniejszą. Jeśli przeżyją to odpowiednio, ból będzie budować ich dojrzałą osobowość. Nawet dziecięca chęć stawiania nagrobków w miejscu, gdzie jest „pies pogrzebany”, też jest dobra – to wszystko jest nauką dorosłego życia, podobnie jak zabawa w sklep, w strażaka czy w wojsko. Potem jednak człowiek dorasta i dziecięce nauki wykorzystuje w działaniu dojrzałego człowieka. No chyba że pozostanie mentalnym dzieckiem, wiecznym Piotrusiem Panem, który powiela dziecięce schematy, wyobrażając sobie, że w ten sposób zachowuje dziecięcą otwartość i wrażliwość.

Dramatyczną ilustracją narastającej mentalności zdziecinniałych dorosłych są zwierzęce nekropolie. Tydzień temu „Dziennik Zachodni” pisał o zmianie, jaka zaszła w podejściu do zwierząt w ostatnim dziesięcioleciu. Padły wyrywkowe liczby – cmentarze dla zwierząt w Toruniu i pod Bydgoszczą: dwa tysiące grobów, w większości z nagrobkami. Zadbane, palą się na nich znicze, rosną kwiaty. Czytam, że w różnych miejscach Polski brakuje takich miejsc, i że to narastający problem. I o tym, że ludzie płaczą nad tymi grobami, odwiedzając je stale. I jeszcze, że jakaś pani, przeprowadzając się ze Szczecina, ekshumowała szczątki swego psa i pochowała je w Toruniu…

W porządku, rozumiem, że ludzie mają prawo do przeżywania takich dramatów, jakie sobie życzą. Ale w tym właśnie problem, że życzą sobie właśnie tak. Bo miłość to jednak wybór. Dorosły człowiek powinien wybierać rozsądnie – zwłaszcza to, kogo (czy co) pokocha. Mamy ograniczone zasoby zaangażowania emocjonalnego i każdego innego. Kiedy całe serce odda się czworonogowi, czy coś zostanie dla człowieka?

To nie jest banalna sprawa. Jezus mówi o dwóch podstawowych przykazaniach: miłości Boga i bliźniego. Boga trzeba kochać ze wszystkich sił, a bliźniego jak siebie samego. A bliźni to człowiek i tylko człowiek. Tymczasem coraz częściej czytam, że ludzie są gorsi od zwierząt. Słyszę, że im mniej dzieci, tym lepiej, bo mamy przeludnienie. Widzę pogrzeby bez żałobników. Dowiaduję się, że u sąsiadów za granicą połowa pochówków odbywa się bez ceremonii, bo nikt się po prochy zmarłych nie zgłasza. Nie wiem, może w tym czasie płaczą nad grobem zwierzaka?

Dojrzały człowiek umie gospodarować swoją miłością. Ano właśnie: dojrzały.

Reduktorzy napięć

Zawodnikom reprezentacji Brazylii przed rozpoczęciem piłkarskich mistrzostw świata zabroniono wykonywania gestów religijnych. Tak wymyślił ichni sztab trenerski. Chodziło o to, żeby uniknąć napięć w kadrze. Efekt jest dokładnie przeciwny, ale cóż – chłopaki chcieli dobrze, tylko wywiad u nich kiepski. Bo wystarczyło się wywiedzieć na temat różnic światopoglądowych kadry. Okazałoby się wtedy, że wśród ich piłkarzy przeważają członkowie ewangelikalnych Kościołów zielonoświątkowych, katolicy są w mniejszości. Tak się jednak składa, że jedni i drudzy są chrześcijanami i modlą się do tego samego Boga. I nikomu tam modlitwa nie przeszkadzała. Wygląda jednak na to, że decydenci należą do laickiego kościoła neutralno-światopoglądowego i są jego fanatycznymi wyznawcami. Stąd ich misyjna postawa i gorliwość w służbie bożka Tolerancjusza.

Misja: Polska

Georgette Mosbacher, nowa ambasador USA w Polsce, potraktowała poważnie swoją funkcję. Powiedziała, że jeśli jej nominacja zostanie zatwierdzona, to „służba w Polsce będzie najważniejszym obowiązkiem w całym jej życiu”. No i miło. Tyle tylko, że pani ambasador ma specyficzne pojęcie na temat naszego kraju, bo chce w Warszawie sprzeciwiać się „wszelkim przejawom bigoterii i antysemityzmowi” i dołoży starań, by Polska… przyjęła uchodźców (!). Pewnie wiedzę o nas ma z „Wyborczej” i TVN.

Czytaj na: www.gosc.pl

 

O. Dariusz Kowalczyk SJ

Diabeł jest cierpliwy

Dziś diabeł ma dobrotliwą, zatroskaną o nasze prawa, twarz.

Papież Franciszek powtarza, że Bóg jest cierpliwy. Rzeczywiście, Bóg nie chce śmierci grzesznika, ale cierpliwie czeka, aby się nawrócił i żył. Czeka do końca, stąd niektórzy uważają, że jest taki moment, wymykający się naszemu postrzeganiu, pomiędzy tym życiem a przejściem na tamten świat, w którym człowiek otrzymuje łaskę poznania, by mógł wybrać Boże miłosierdzie. Kościół beatyfikuje i kanonizuje, ale o nikim – nawet o największych zbrodniarzach – nie wypowiedział się oficjalnie, że na pewno został potępiony. Okazuje się jednak, że nie tylko Bóg jest cierpliwy. Diabeł też potrafi cierpliwie realizować swoje plany. Efrem z Edessy (zm. 373), jeden z ojców Kościoła, mawiał, że działanie diabła cechuje „niewyczerpana cierpliwość, która pokonuje wszystko”. Zbigniew Musiał i Bogusław Wolniewicz w książce „Ksenofobia i wspólnota” w ten oto sposób komentują zdanie Efrema: „Diabeł rozumie, że ludzi trzeba wdrażać do kagańca pomału, tłumacząc im np. wytrwale i cierpliwie, że tak trzeba dla ochrony ich »godności« i »praw«”. Gdyby tak 50 lat temu powiedziano, że państwo powinno wspierać urzędowo związki gejowskie, co więcej, dawać im prawo adoptowania dzieci, to zostałby wyśmiany. Zaczęto więc od cierpliwego rozmiękczania myślenia i grania na emocjach. I tak od skądinąd słusznych postulatów, by nie dyskryminować homoseksualistów, ale uszanować ich godność, bo opcja seksualna jest prywatną sprawą, doszliśmy do niezliczonych, wyssanych z brudnego palca „praw mniejszości seksualnych” i do skazywania za homofobię niewinnych ludzi, jak np. cukiernika, który nie chce zrobić tortu na gejowski ślub. Do tego rodzaju psucia jednostek i społeczeństw doskonale nadaje się zdeformowana doktryna „praw człowieka”, którą zastąpiono prawo naturalne. Ale skąd się biorą owe prawa, jeśli nie z Boga lub ludzkiej natury? Kto i na jakiej podstawie stwierdził na przykład, że facet, który założy pończochy i szpilki, ma prawo być nazywany kobietą? Diabeł jest cierpliwy. Nie proponuje już szybkiej, krwawej rewolucji, ale rewolucję cierpliwie pełzającą, marsz przez instytucje, by zmieniać myślenie i prawo. Zauważył to Jan Paweł II, który stwierdził, że jest „inna jeszcze »ideologia zła«, w pewnym sensie głębsza i ukryta, usiłująca wykorzystać nawet prawa człowieka przeciwko człowiekowi oraz przeciwko rodzinie”. Tak! Dziś diabeł ma dobrotliwą, zatroskaną o nasze prawa twarz.

Czytaj na: www.gosc.pl

Agata Puścikowska

Dziurawa moda

Warto czasem stanąć przed lustrem i szeroko, a nawet dość krytycznie otworzyć oczy.

Dziura dziurę dziurą pogania. Tak w dziurawym skrócie można opisać sporą część współczesnej mody. Taki dziurawy znak czasów i być może pewien symbol. Oto mamy tak dużo i tak bogaci jesteśmy, że możemy pozwolić sobie na płacenie za nic. Czyli za dziury.

Dziurawa moda podbija świat. Najpierw wyłącznie świat młodych. I tu trudno nawet jakoś protestować, bo młodość ma swoje prawa, a dziura na kolanie może faktycznie dodawać uroku: na wycieczce, wśród grupy rówieśników, w sytuacjach nieformalnych, podczas zabawy. Dodatkowo, co ważne, młodość zwykle jest… szczupła. Dziura nie powoduje więc u postronnych obserwatorów ambiwalentnych doświadczeń estetycznych. O ile oczywiście nadal ubranie ma dziurę, a nie dziura gdzieniegdzie ma ubranie. Młodość, dziura, umiarkowanie, sytuacja nieformalna – ujdzie i nawet mocno nie razi.

Jednak gdy dziurawa moda przekracza granice dobrego smaku, wieku, kształtów i elementarnego rozsądku, sytuacja się komplikuje, czyli dziurawi. Bo to, co młodość wytrzyma, dojrzałość ośmieszy. Jeśli dziurawe spodnie zakłada osoba wiekowo i wagowo zaawansowana, to albo brak jej wyobraźni, albo lusterka, albo wiedzy o zasadach ubierania się, elegancji i klasie.

Nie jestem zwolenniczką zabawnego poglądu, że kobiecość zawiera się wyłącznie w sukienkach i spódnicach. Trudno niemniej o klasę i kobiecość, gdy modną dziurą w dżinsowych spodniach wypływa owa klasa oraz ów styl – w imię mody, odmładzania się i bycia „na luzie”. Owszem, na działce to może i modne oraz z sensem. W kościele (!), na pikniku rodzinnym czy wywiadówce – niezbyt dobrze ta dziura wygląda. Czy wręcz nie wygląda.

Inna sprawa, że to dość dziwny znak czasu. Są miejsca, w których za ubranie służy stary T-shirt i jedne jedyne spodnie. Dziura jest tu symbolem biedy, wykluczenia i trudności w znalezieniu odrobiny jedzenia. Ale są też miejsca, gdzie za dziurę w spodniach płaci się krocie, bo całe kolekcje niektórych projektantów oparte są na dziurawiźnie. Dziwny jest ten, trochę dziurawy świat, pełen kontrastów. Osobiście, właśnie ze względu na solidarność z tymi, dla których dziura w ubraniu nadal jest przekleństwem, a nie modą, dziurawych spodni nie zakładam. No, chyba że do sprzątania.

Dziura pogania dziurę. Moda przemija, klasa pozostanie natomiast... klasą. Sprawa ponadczasowa. Co jest dla nas wartością nadrzędną? Warto czasem stanąć przed lustrem i szeroko, a nawet dość krytycznie otworzyć oczy.

Czytaj na: www.gosc.pl

Patron ministrantów

Kancelaria

Kancelaria parafialna
czynna:
codziennie pół godziny po Mszy św.
(oprócz sobót, niedziel i świąt).

Modlitwa w drodze

Dobre media

Telewizja LUMEN

Razem TV

Translate - multilanguage

Pismo święte w mp3

Konferencja Episkopatu Polski

Orange Colour Red Colour Blue Colour Green Colour